Okiem Maniaka


Wizyt: 3646
Linki do ciekawych stron:


Kowalstwo obłoków
Między Polską a Niemcami

I może trochę mniej ciekawe...
O mnie

Komentarze

Monachium – Wyspa Muzeów

Najstarsza i największa część Niemieckiego Muzeum znajduje się na Wyspie Muzeów położonej na rzece Izara przepływającej przez Monachium.

Zaraz po wejściu do sal muzeum znajduje się sala z robotami, które wykonują dość złożone ruchy.

Wyspa Muzeów Robot na rowerze Robot z gitarą 

Osobna sala przeznaczona jest na bardzo dużą makietę kolejową. Są tam nie tylko pociągi, ale także tramwaj, metro, samochody... I wszystko jeździ. W czasie pokazów symulowany jest dzień od świtu do zmierzchu. Rano zapalają się światła w budynkach, ruszają pierwsze samochody, potem pociągi aż wieczorem wszystko się zatrzymuje.

Makieta kolejki Tramwaj na makiecie Metro na makiecie Rozmiary kolejek 

Kilka dużych sal poświęconych jest na instrumenty muzyczne. Fortepian pionowy żyrafa ma długie proste struny jak fortepian i rozmiary pianina. Fortepian połączony z klawesynem z XVIII wieku z przełączanym trybem pracy. Do tego ten instrument zapisywał naciśniecia klawiszy na taśmie papierowej – wielkie ułatwienie dla kompozytorów improwizujących.

Obecnie w skali temperowanej oktawa składa się z dwunastu półtonów, w szczególności d♯ i e♭ a także g♯ i a♭ to jest ten sam dźwięk. W XVII wieku bywało inaczej, budowano wtedy instrumenty klawiszowe, w których czarne klawisze były dzielone na pół, jak np. w wirginale na zdjęciu.

Można też obejrzeć pianolę, która grała samodzielnie utwory zapisane na taśmie perforowanej, chociaż zapewne w zupełnie innym formacie, niż opisany wyżej fortepian

Fortepian pionowy Fortepian z rejestratorem Wirginał Pianola 

W dalszej części związanej z muzyką można obejrzeć instrument Theremina, egzemplarz z epoki a także współczesny instrument działający tej zasadzie. Obok jeden z pierwszych syntezatorów Mooga, a także inscenizacja – instrumenty zespołu The Beatles na tle ich zdjęcia z koncertu.

Instrument Theremina Syntezator Mooga The Beatles - instrumenty 

Fotografia ma bardzo rozbudowany dział w muzeum. W dużej sali są objaśniane różne elementy składowe aparatów fotograficznych (migawka, obiektyw, wizjer, nastawianie ostrości). Ciekawa jest demonstracja płytki, na której uzyskuje się efekty koloru bez użyciu żadnych barwników, wyłącznie mikrostrukturą powierzchni.

Zestaw do udźwiękowiania filmów amatorskich przypomina, jakie to było uciążliwe w latach 1950. Aparat fotograficzny z XIX wieku do robieniu fotografii dyskretnie ukryty w grubej książce. Jest też wielka kolekcja aparatów fotograficznych, kamer i projektorów filmowych.


Projektor z magnetofonem Aparat w książce Kolekcja sprzętu foto Kolekcja sprzętu foto 2 
Filmy amatorskie na wąskiej (8 mm) taśmie były w zasadzie nieme. Od połowy lat 1970 pojawiły się nieliczne kamery i projektory systemu super 8 nagrywające dźwięk na pasku magnetycznym naniesionym na taśmę, jednak była to mniejszość sprzętu, a jakość dźwięku była raczej słaba. Konstruktorzy przestali zajmować się tym tematem od czasu wprowadzenia popularnych kamer wideo. Zresztą teraz nawet telefony rejestrują obraz i dźwięk lepszej jakości, niż pierwsze kamery VHS i film wąskotaśmowy.
Jak trudne by to nie było, podejmowano liczne próby, gdyż wielu nabywców kamer filmowych marzyło o udźwiękowieniu filmów, zarówno tacy, którzy filmowali rodzinę czy sprawozdania z podróży, jak i amatorzy pragnący produkować prawdziwe filmy na swoim amatorskim sprzęcie.
Rozpowszechnienie w latach 1950. amatorskich magnetofonów dawało nadzieję na jakieś połączenie dźwięku z obrazem z projektora, jednak sprawa nie była prosta. Na zdjęciu widać jeden z pierwszych synchronizatorów. Taśma magnetofonowa obracała rolkę na synchronizatorze, a odpowiedni układ elektroniczny dbał o to, żeby projektor trzymał prędkość taką, jak rolka. To działało. Jeżeli udało się ustawić taśmy w obu urządzeniach w wybranej pozycji początkowej i równo wystartować, to każda projekcja była w zasadzie jednakowo zsynchronizowana, można więc było nagrać na taśmie muzykę czy komentarz. Dogranie dialogów tak, żeby zgadzały się z ruchem ust było przy tej technice prawie niemożliwe, chociaż być może nie doceniam pełnych zapału ówczesnych amatorów.
Oczywiście było to bardzo niewygodne, chociażby zestawienie instalacji jak na rysunku wymagało wielu przygotowań. W latach 1970. system udoskonalono, wykorzystując magnetofony wielośladowe. Wystarczyło nagrać na jednej ścieżce specjalny sygnał pilotujący, który był odczytywany przez dodatkowy układ elektroniczny połączony z projektorem. Oszczędzało to przewlekania taśmy przez dodatkowe rolki. Odpowiednie urządzenie opisywały nawet Horyzonty Techniki w dziale Zrób to sam i Młody Technik w dziale Na warsztacie. Ten ostatni artykuł wyjaśnia zasadę synchronizacji impulsowej.

Dział elektroniki jest znacznie mniej rozbudowany, niż dział fotografii. Można eksperymentować z zestawianiem prostym układów elektrycznych i obejrzeć urządzenia do produkcji układów scalonych.

Ze sprzętu domowego najciekawsze eksponaty to niemiecki ludowy odbiornik Volksempfänger VE 301 oraz Regency TR-1 w dwóch kolorach, pierwsze radio tranzystorowe, które trafiło do sprzedaży, otwierając nową epokę i nową grupę produktów konsumenckich. Volksempfänger ze zdjęcia wyposażone jest w przystawkę krótkofalową, którą można było, przynajmniej do wybuchu wojny, normalnie kupić. Ten odbiornik, wbrew rozpowszechnionemu poglądowi, nie ograniczał nabywcy do odbioru tylko stacji lokalnej.

Volksempfänger Regency TR-1 

Sporo miejsca przeznaczono na technikę rakietową. W jednej z sal znajduje się nawet makieta ISS. Prekursor rakiet na paliwo płynne - samochód rakietowy RAK-7 Maxa Valiera, napędzany spirytusem nalewkowym i ciekłym tlenem.

W sklepach sprzedawany jest spirytus nalewkowy, czyli mieszanka spirytusu (80%) z wodą. Tak się składa, że mieszanka o takich proporcjach była używana w samochodzie rakietowym i w rakietach V2 jako paliwo.

W dużej sali pod sufitem umieszczono pocisk V1, który terroryzował ludność Londynu, a w spiralną klatkę schodową wstawiono rakietę V2, której w związku z tym nie bardzo da się zrobić porządne zdjęcie.

Przed rakietą V2 nie było żadnej możliwości obrony. Na szczęście rakiety te były bardzo zawodne, co najwyżej 50% wystrzelonych docierało do celu. Również celność była symboliczna – rakieta trafiała w cel z dokładnością do 17 kilometrów Wreszcie na jeden start należało przerobić na spirytus 100 ton kartofli.

Na jednej ze ścian zestawione są modele rakiet nośnych w jednakowej skali. Na górze rakieta Saturn V używana w misjach księżycowych. Jak widać jest zdecydowanie największa.

Samochód rakietowy RAK-7 Pocisk V1 Rakieta V2 Rakiety nośne 

Samolotom poświęcony jest inny oddział muzeum, na Wyspie jest ich tylko kilka. Kokpit samolotu Junkers 13 z 1919 roku. Liczba wskaźników i elementów obsługi nie przytłacza, jak w nowszych samolotach. Przekrój przez szerokokadłubowy Airbus z układem foteli 2/4/2, w takim układzie są siedzenia z droższej klasy Premium Economy. Sanitarny helikopter Bell H-13 Sioux znany z serialu M.A.S.H. W tym modelu pacjenci na noszach byli podwieszani pod kadłubem do transportu w specjalnych pojemnikach.

Kokpit Junkers 13 Airbus, przekrój Bell H-13 Sioux 

W dziale umożliwiającym dokonywanie eksperymentów wystawiony jest zestaw Mały Atomista z 1950 roku, umożliwiający liczne eksperymenty z zakresu fizyki jądrowej.

Zestaw wydaje się być świetnym pomysłem. Przyrządy pomiarowe, w tym licznik Geigera–Müllera, próbki rudy uranu i źródła promieniowania. Do tego obietnica nagrody $10000 za wykrycie nowych złóż uranu. Ale komercyjnie nie wyszło. Według materiałów z muzeum winę za klęskę projektu ponoszą dziennikarze, którzy rozpętali panikę pod hasłem dzieci bawią się IZOTOPAMI.

Osobny dział muzeum poświęcony jest maszynom szyfrującym z II wojny światowej. Pokazano oczywiście Enigmę, na osobnej planszy opisane są osiągnięcia polskich kryptologów, poza tym wystawione są mniej znane, a czasem skuteczniejsze systemy szyfrowania.

Na planszach opisano działanie Enigmy z punktu widzenia matematycznego. Okazało się, że zainstalowana w maszynie tarcza dodatkowo szyfrująca znaki i puszczająca szyfr powtórnie przez mechanizm wbrew założeniem konstruktorów ułatwiała, a nie utrudniała łamanie szyfru. W zasadzie to zrozumiałe – skoro wiadomo było, że na pewno każda litera tekstu po zaszyfrowaniu zmieni się, zmniejszała się liczba możliwości do sprawdzenia.
Mały atomista Zespół od szyfru Enigmy 

Monachium:

Wyspa Muzeów
Muzeum Komunikacji
Muzeum Lotnictwa